Pekin – Wielki Mur

Pobudkę zarządzono bladym świtem, ponieważ program był bardzo bogaty. Dzień zaczął się od chińskiego śniadania, które jakoś nas nie zachwyciło. Hotelowa restauracja niezbyt przytulna.Great Hotel w Pekinie. Miejsce naszego noclegu w stolicy Chin. Potrawy bardziej kojarzyły się z obiadem niż ze śniadaniem. Spróbowałam jakiegoś mięsa – bez rewelacji. Pierożki smaczne, ale było ich tak mało, że nie wszystkim udało się posmakować, nawet w symbolicznej ilości. Powodzeniem cieszyły się grzanki, jakiś dżem, jajka na twardo. Do picia kawa, herbata i ochrzczony wodą sok owocowy. Po śniadaniu pilot uzgodnił z chińską przewodniczką plan zwiedzania.

Pierwszym naszym celem tego dnia był Wielki Mur Chiński, jeden z najwspanialszych i najbardziej rozpoznawalnych zabytków Chin. Został on w 1987 r. wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a w 2007 r. ogłoszono go jednym z siedmiu nowych cudów świata. Łączna długość muru wynosi 8851,8 km.Doszłam do tamtej strażnicy.  Wielki Mur, na odcinku w Juyongguan. Chiny. Udaliśmy się do oddalonej o około 55 km od Pekinu – po drodze do Badaling – przełęczy Juyongguan, gdzie znajduje się jeden z czterech najłatwiej dostępnych odcinków muru. Pozostałe trzy to Badaling, Mutianyu i Simatai. Na miejscu udzielono nam tylko 1,5 godziny wolnego czasu na indywidualne zwiedzanie. Aby wejść na Wielki Mur mieliśmy do wyboru dwie drogi. Z prawej strony wejście dłuższe, ale wyglądające na bardziejOdpoczynek przy pierwszej strażnicy, po wejściu na Wielki Mur w Juyongguan. Chiny. łagodne, na które kierowało się więcej turystów, między nimi zarówno małe dzieci jak i osoby starsze. Ja z większością naszej grupy wybrałam wejście z lewej strony – strome, ale wyglądające na krótsze. Do góry wchodziło się po bardzo  nierównych schodach. Dla mnie dużym utrudnieniem (jestem osobą niską) była wysokość poszczególnych stopni, na niektóre ledwo się wdrapywałam. Dotarłam do pierwszej strażnicy, dalej nie miałam już siły. Powrót z Wielkiego Muru. Juyongguan, Chiny.W powietrzu panowała duchota, było upalnie. Tylko niewielka grupka z naszej wycieczki zdecydowała się iść wyżej. Ja po zrobieniu zdjęć i sfilmowaniu pięknych widoków postanowiłam powoli wracać. Moja i kilku innych osób decyzja o powrocie była uzasadniona tym, że czasu pozostało za mało, a poza tym wyższe partie częściowo zasłaniała mgła tak, że niewiele można byłoby z góry zobaczyć czy sfilmować. Jak się okazało schodzenie wcale nie było takie łatwe. Zabudowania wejścia na Wielki Mur w Juyongguan, w Chinach.Teraz widać było, jakie strome są schody, a poręcze niestety umieszczone były bardzo nisko – za nisko nawet jak dla mnie. Chwilami optymalne było schodzenie tyłem. Osoby z lękiem wysokości miały naprawdę duży problem. Widoki zarówno z góry, jak i z dołu były niesamowite. Dookoła na wszystkich wzniesieniach wił się mur, co 100 lub 200 m widać było strażnice. Zobaczyć Wielki Mur z bliska to duża sprawa, robi wrażenie.Domek ofiarny na terenie kompleksu Grobowców Cesarskiej Dynastii Ming w Pekinie. Chiny.

Kolejnym punktem zwiedzania były grobowce cesarskiej dynastii Ming Widok z dziedzinca na Grobowiec Cesarskiej Dynastii Ming w Pekinie. Chiny.i spacer Drogą Duchów. Kompleks nekropolii oddalony jest 50 km od centrum Pekinu i stanowi miejsce spoczynku 13 Cesarzy z dynastii Ming. Obecnie tylko 3 grobowce odrestaurowano i udostępniono zwiedzającym.

Zanim grupa zebrała się i rozpoczęliśmy zwiedzanie, zainteresowałam się Chińczykami, którzy siedzieli przy straganie i coś malowali. Właściwie zaciekawiło mnie to, że wołali „Polska”. Podeszłam bliżej i po namowie jednego z Chińczyków napisałam drukowanymi literami nazwę naszego kraju. Dałam się namówić do „przybicia piątki”, co o naiwności było „przybicie interesu”. Chińczyk na dużym arkuszu papieru zaczął odtwarzać za pomocą kolorowych rysunków kolejne litery słowa POLSKA.Brama wejściowa na teren Grobowców Cesarskiej Dynastii Ming w Pekinie. Chiny. Wyglądało to bardzo ciekawie, ale już za chwilę pomimo protestów „artysty” dołączyłam do grupy, która ruszała w kierunku nekropolii.

Przeszliśmy przez porośnięty sosnami podwórzec z domkami ofiarnymi i pawilonami. Wewnątrz zwiedzanego pawilonu, w gablotach znajdowały się pamiątki po cesarzach, a pod posągiem cesarza YonglePosąg Cesarza Yongle w Grobowcu Cesarskiej Dynastii Ming w Pekinie. Chiny. leżały pieniądze rzucane przez turystów. Trumny ze zwłokami cesarza Yongle oraz cesarzowej Xu Shi znajdują się w podziemnych kryptach i nie są udostępnione dla zwiedzających. Następnie przespacerowaliśmy się kilkusetmetrowym fragmentem Drogi Duchów, ozdobionej po obu stronach rzeźbami 12 par zwierząt, mitycznych stworów i 12 posągów mandarynów. Bardzo piękny spacer wśród zieleni, ciekawych rzeźb i cichej chińskiej muzyki rozlegającej się z głośnikówIMG_4683 rozmieszczonych wzdłuż alejki.

Spacer po Drodze Duchów, w kompleksie Grobowców Cesarskiej Dynastii Ming w Pekinie. Chiny.Jakież było moje zdumienie, gdy w drodze powrotnej natknęłam się na owego Chińczyka, który czekał na mnie z gotowym rysunkiem. Nie pomogło wykręcanieAutorka bloga z mitycznym żółwiem na terenie Grobowców Cesarskiej Dynastii Ming w Pekinie. Chiny. się musiałam zapłacić za dzieło. Pierwotna cena wynosiła 150 yuanów, ale wytargowałam na 50 yuanów (25 zł), co i tak wydawało mi się sporą kwotą. Ale nauczyłam się targować, okazało się, że w Chinach nie jest to wcale takie trudne, ponieważ pierwotne ceny są przeważnie mocno zawyżone. Do końca wycieczki musiałam uważać, aby nie zniszczyć niezwykłej pamiątki z Pekinu, która okazała się dość kłopotliwym bagażem w dalszej podróży. Jedna z bogato zdobionych bram na terenie Pałacu Letniego w Pekinie. Chiny.

Równie ciekawym do zwiedzania okazał się Letni Pałac stanowiący spory kompleks parkowo – pałacowy, będący miejscem letniego odpoczynku cesarzy chińskich z dynastii Qing. W grudniu 1998 r. UNESCO wpisał  Pałac Letni nRejs Smoczą Łodzią po Jeziorze Kunming w kompleksie Pałacu Letniego w Pekinie. Chiny.a Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego Ludzkości.  Na przestrzeni 70 000 m2 znajdowały się ogrody, altanki, pawilony, galerie i rezydencje. Około 2/3 całej powierzchn i zajmowało sztuczne jezioro Kunming, po którym mieliśmy okazję popływać pięknie zdobioną łodzią,Smocze Łodzie dopływające do pomostu na  Jeziorze Kunming. Pałac Letni w Pekinie. Chiny.Statek z marmuru na Jeziorze Kunming,w kompleksie parkowo-pałacowym Pałacu Letnim w Pekinie. Chiny. na której dziobie widniała głowa smoka.Łodzie spacerowe zacumowane przy brzegu Jeziora Kunming, na terenie Pałacu Letniego w Pekinie. Chiny. Niestety w powietrzu unosiła się mgła, która uniemożliwiła robienie wyraźnych zdjęć, a także oglądanie budowli znajdujących się na brzegach jeziora. Efektownie wyglądało jak z mgły wyłaniały się łodzie „smoki” przybijające do brzegu.Oberwanie chmury, jakie spotkało nas w czasie zwiedzania Pałacu Letniego w Pekinie. Chiny. Ciekawy i niecodzienny widok stanowił zbudowany z marmuru statek „zacumowany” przy brzegu. Miejscami na płyciznach jeziora rosły wszechobecne w Chinach lotosy, które podobnie jak złote ryby można było spotkać jeszcze w wielu innych miejscach. Dzień był duszny i w Letnim Pałacu złapała nas silna, ale na szczęście krótkotrwała ulewa.

Następnie pojechaliśmy do manufaktury,Trzy stanowiska, na których pracownicy demnostrują sposób rzeźby w jadeicie. Pekin, Chiny. w której mieliśmy okazję zobaczyć jak wykonuje się rzeźby w jadeicie. Jak się później okazało, była to jedna z kilku manufaktur, które muszą się znaleźć w programie wycieczek organizowanych przez biuro podróży. Sama manufaktura to trzy osoby demonstrujące swoje rzemiosło. Najważniejsze to obejrzenie połączone z możliwością zakupu, dużej ilości przepięknych rzeźb z jadeitu. Rzeźby różnej wielkości i koloru, o tematyce zazwyczaj związanej z przyrodą rozmieszczone były w kilku dużych salach. W jednej z nich można było kupić biżuterię. Oczywiście dla wycieczek oferowano zniżki i promocje. Ale ceny nadal były wysokie.

Na dworze zapadał zmierzch – dużo szybciej niż w Polsce o tej porze roku – było to odpowiedni czas na odwiedzenie obiektów olimpijskich. Oglądaliśmy, ale tylko z zewnątrz, pięknie oświetlone obiekty takie jak „ptasie gniazdo” i „kostka wodna”. Przez cały czas byliśmy zaczepiani przez ulicznych handlarzy, którzy usiłowali nam sprzedać latawce, „latające światełka” i inne drobne wyroby. Tutaj też bardzo łatwo było wytargować  cenę niższą od proponowanej.

Byłam już bardzo zmęczona, a przed nami jeszcze wizyta w Centrum Medycyny Naturalnej, której nie mieliśmy w programie wycieczki, ale według mnie była jednym ze sposobów naciągania turystów. Po prelekcji na temat medycyny chińskiej zaproponowano nam darmowy masaż nóg. Chętni – prawie cała grupa – udaliśmy się do wyznaczonego pomieszczenia.Duża rzeźba z jadeitu. Manufaktura w Pekinie. Chiny. Zajęliśmy miejsca na miękkich kanapach. Każdy dostał szklankę z jakimiś ziołami do picia, a następnie przed każdym postawiono miskę z ciepłymi ziołami – podobno była to herbata – do wymoczenia nóg. Po paru minutach zjawiła się grupa młodych masażystów. W czasie masażu, chętni zgłaszali się na darmowe spotkanie z lekarzem, który podchodził i po przeprowadzonym wywiadzie, zbadanym pulsie przepisywał leki. Oczywiście wszystkie leki, na zaleconą kurację można było kupić na miejscu. Niektórzy zostawili tam sporo dolarów. Do lekarzy i leków podchodziłam sceptycznie i nie skorzystałam, ale masaż był dosyć przyjemny i w jakiś sposób niwelującyPtasie Gniazdo jeden z obiektów olimpijskich. Pekin, Chiny. zmęczenie nóg. Przed masażem powiedziano nam, że masaż jest za darmo, a zwyczajowo każdy daje 5 dolarów. Ale jak się później okazało jeden z masażystów ostro protestował jak dostał mniej niż 5 dolarów, co wskazywało raczej na ustaloną stawkę.
I tak drugi, bardzo intensywny dzień zwiedzania dobiegał końca, jeszcze późna kolacja w restauracji i powrót do hotelu na nocleg.

 

 

3 Odpowidzi na Pekin – Wielki Mur

  1. Sabina pisze:

    wielki Mur to moje marzenie, choć na liście marzeń nie umieściłam:) na pewno do zrealizowania.
    Masaż nóg super.. a chińskie leki, o ile ktoś nas nie naciąga, są fantastyczne! Pamiętam, kiedy chińska rodzina w Malezji kazała mi pić jakieś zielone paskudztwo, ziołowe na ból głowy.. Przyznam, że chętnie bym powtórzyła, przeszedł od ręki i do tego naturalnie!

  2. Maston pisze:

    Szanowna Pani,
    obraz, który Pani wciśnięto za 25 zł(może i drogo), ale pamiątkę ma Pani na bardzo długo, a historią z nią związana, dodatkowo zwiększa wartość tego przedmiotu.
    Co więcej, moim zdaniem jest to naprawdę ładne dzieło 😉
    Pozdrawiam,
    Młody Maston.

  3. Mamutek pisze:

    Oprawiony „obraz” wisi w pokoju, na honorowym miejscu. Sam „obraz” okazał się 6 razy tańszy od jego oprawienia. Dzisiaj stwierdzam, że wcale nie był drogi, raczej nieporęczny w dalszej podróży. Zależało mi na tym, aby go nie zniszczyć. A historia, dzięki temu że ją opisałam na blogu pozostanie w mojej pamięci. Dzisiaj mam bardzo oryginalną pamiątkę z Chin, o której mogę coś opowiedzieć. 🙂
    Serdecznie pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.