Dzień niezrealizowanego programu w Xi’an

Ten dzień wg organizatora miał być dniem jakiego się nie zapomina.Wysychające  koryto rzeki. Okolice Xi'an w Chinach. Czekał nas całodniowy wyjazd do oryginalnej chińskiej wioski, położonej pośród pól ryżowych. Po ceremonii powitalnej i tradycyjnym obiedzie mieliśmy wziąć udział w codziennym życiu mieszkańców prowincji. Miała to być jedyna taka okazja, aby nawiązać przyjaźnie z prawdziwymi mieszkańcami Chin. Przewidziano też specjalną atrakcję – chiński rafting.

A jaka była rzeczywistość? Rano o Droga wiodąca przez małą chińską wioskę.wyznaczonej godzinie, cała grupa gotowa do wyjazdu zebrała się przed hotelem. Przyszedł też nasz chiński przewodnik. Ostatni zjawił się pilot. Dopiero teraz zaczął uzgadniać z chińczykiem program dnia. Cała grupa czekała na wynik przedłużających się negocjacji. Zanosiło się na zmiany w programie. W końcu została podjęta decyzja o wyjeździe.

W autobusie dowiedzieliśmy się, że niePodobizna prehistorycznej kobiety odtworzona na podstawie odnalezionej czaszki. Muzeum w Chinach. odbędzie się chiński rafting. Powodem była susza i brak wody w rzece. Pilot przyjął zamienną propozycję chińskiego przewodnika i jechaliśmy na teren jakiegoś wykopaliska. Dojazd zajął nam sporo czasu. Przyjechaliśmy do maleńkiej wioski, na którą składało się dosłownie kilka domów.

Autobus zatrzymał się i dalej ruszyliśmy piechotą. Szliśmy wąską, pełnąKości czaszki prehistorycznej kobiety odnalezione w Chinach. unoszącego się kurzu drogę, której część prowadziła pod górę. Zaczynało się robić upalnie. Dookoła otaczały nas pola i nieużytki, chwilami szliśmy wśród  drzew. Na miejscu zobaczyliśmy maleńkie, chyba jednosalowe muzeum z kilkoma gablotami zawierającymi trochę kości wykopanych z ziemi. W zadaszonym miejscu pokazano nam nieduży pagórek, będący stanowiskiem archeologicznym. Z góry popatrzeliśmy na okolicę. Ot i cała Ekspozycja zębów wykopanych z ziemi. Chinyatrakcja. Wyjazd w to miejsce wybrany był – jak mi się wydaje – w związku z osobistymi zainteresowaniami naszego pilota, który podobno był archeologiem z wykształcenia. Dla mnie była to ewidentna strata czasu. Byliśmy w kraju, w którym jest tyle ciekawych rzeczy do zobaczenia, a my straciliśmy pół dnia na takie nic.

Kiedy wróciliśmy do autobusu, w oczekiwaniu aż zbierze się cała grupa Wieśniak  grabiący ziarna zbóż suszące się na słońcu. Chinyobserwowaliśmy jak wygląda, codzienne życie nielicznych mieszkańców wioski. Zobaczyliśmy jak dwójka wieśniaków rozkłada na jezdni zebrane z pola zboże. Przejeżdżające tędy od czasu do czasu pojazdy służyły im jako młockarnia. Inni wieśniacy grabili przed domem zebrane z drogi ziarno i suszyli je na słońcu. A jeszcze inni, którzy nie mieli nic do roboty uciekali przed naszym wzrokiem do domu. Zdumiewające było to, że nie widzieliśmyWieśniacy układający na drodze zebrane z pola zboże. Przejeżdżające pojazdy posłużą za młockarnię. Chiny tam żadnych zwierząt ani ptakówWiejskie dzieci w Chinach. domowych. No nie licząc jednej czy dwóch kur. Dookoła panowała cisza. Po kilkunastu minutach byliśmy gotowi do drogi powrotnej.

W czasie jazdy pilot starał się wmówić nam, że właśnie zrealizowaliśmy punkt programu, jakim miał być pobyt w oryginalnej chińskiej wiosce. Nie kryliśmy rozczarowania. Nie wiadomo po co spędziliśmy pół dnia w autokarze.Stoję na tle fontanny, która miała być rewelacyjna, ale z przyczyn technicznych tylko sobie pluskała. Xi'an w Chinach. Po powrocie zjedliśmy obiad w restauracji. Chiński przewodnik zaproponował nam dodatkową atrakcję, jaką miał być pokaz fontanny, spektakl typu: woda, światło i dźwięk, coś takiego jak w Barcelonie. Na miejscu okazało się, że są jakieś problemy z prądem i możemy zobaczyć dosyć dużą, ale taką zwykłą pluskającą fontannę.

Ciekawszą okazała się, mieszcząca się w okolicach fontanny Wielka Pagoda Dzikich Gęsi.  Buddyjska pagoda została wzniesiona w 652 roku, w czasach panowania dynastii Tang. Jedną z wielu jej funkcji  było przechowywanie sutr i figurek Buddy przywiezionych do Chin   z Indii,   przez buddyjskiego tłumacza i podróżnika Xuanzanga. Początkowo pagoda miała 54 m wysokości i   5 kondygnacji. W 704 roku dobudowano kolejnych 5 kondygnacji, ale w 1556 roku podczas trzęsienia ziemi w prowincji Fontanna w Xi'an z Wielką Pagodą Dzikich Gęsi w tle. ChinyShaanxi 3 kondygnacje uległy zniszczeniu. Obecnie pagoda posiada 7 kondygnacji i mierzy 64 m.

W pomieszczeniu jednego  pawilonu  w kompleksie Wielkiej Pagody Dzikich Gęsi, mogliśmy zapoznać się z obrazmi malowanymi chińskimi metodami, a także zobaczyć malowanie  chińskich znaków pędzlem na kartce papieru. Oczywiście wszystkie obrazy były wystawione na sprzedaż. Można było też kupić Wielka Pagoda Dzikich Gęsi w Xi'an, w prowincji Shaanxi w Chinach.namalowany  chińskimi  znakami na poczekaniu, tekst własnego imienia.

Z atrakcji przewidzianych na ten dzień pozostała jeszcze wizyta w tradycyjnej chińskiej herbaciarni. Dla mnie był to raczej sklep z miejscem do prezentacji: sposobu parzenia i picia herbaty. Pokaz połączony był z degustacją różnych jej gatunków. Dowiedziałam się, że zieloną herbatę  należy parzyć  przez 3 minuty,Wielka Pagoda Dzikich Gęsi - pomieszczenie, w którym oglądaliśmy  wystawione na sprzedaż malarstwo chińskie. Xi'an. używając wody o temperaturze 800 C -900 C. Dłuższe parzenie powoduje, że herbata staje się gorzka. Jednocześnie tę samą herbatę można parzyć wielokrotnie, nawet 10 razy.  Spędziliśmy tam całkiem miłe chwile, chociaż wyobrażałam sobie, że usiądziemy w prawdziwej orientalnej herbaciarni. Następnie przyszedł czas na zakupy, jak zwykle po promocyjnych cenach. Tym razem promocja polegała na tym, że za kupno dwóch puszek Pokaz parzenia herbaty. Herbaciarnia w Xi'an w Chinach.herbaty trzecią dostawało się w prezencie. Kielich z naparem z pąków kwiatowych. Chińska herbaciarnia w Xi'an.Zdecydowałyśmy się z Kasią, na kupno wcześniej degustowanej herbaty o nazwie Lychee Concubine. Kasia zaproponowała sprzedawczyni, że kupimy dwie puszki po 120 yuanów zamiast po 160 jak to wynikało z cennika, rezygnując przy tym z trzeciej gratisowej puszki. Chinka przeliczyła to na kalkulatorze i przyjęła naszą propozycję. Uznała, że kalkuluje się jej taka zamiana. Nam też to odpowiadało, bo zaoszczędziłyśmy po 40 yuanów. Herbaciarnia - sklep z herbatą, w którym realizowane są pokazy dla turystów. Xi'an w ChinachHerbata wcale nie była tania. Złożyłyśmy się jeszcze na kupno za 200 yuanów puszki nietypowej herbaty. Nie muszę dodawać, że druga, taka sama puszka była gratis. Herbatę stanowiły zasuszone pąki kwiatów, które pod wpływem gorącej wody pięknie się rozwijały. Napar z tych kwiatów był nienajgorszy w smaku, ale głównym atutem był widok kwiatu pływającego w dzbanku. W każdej puszce było po 10 pąków. Cena jednego wyniosła więc 10 yuanówHerbata wystawiona na sprzedaż w herbaciarni w Xi'an. Chiny.. W innych miejscach widziałam pąki po 5-7 yuanów. Po raz kolejny okazało się, że tam gdzie wożą turystów, ceny są wyższe, niż gdzie indziej. Nawet promocje i gratisy nie niwelują tej różnicy cen.

Tego dnia zaproponowano nam wycieczkę fakultatywną. Było to coś pierożkowego, już nie pamiętam całej nazwy, ale wydaje mi się, że festiwal pierożkowy. Miały być występy i degustacja różnych pierogów.Słoje z pąkami kwiatów, służących do robienia naparu podobnego do herbaty. Chińska herbaciarnia. Podana cena 40 USD wydawała mi się za wysoka, zważywszy, że zamierzałam skorzystać z dodatkowo płatnych atrakcji w Szanghaju. Kilka osób  zdecydowało się i pojechało z pilotem. Ja nie skusiłam się, ale jak się później okazało to cena faktycznie była chyba o połowę niższa, od tej podanej przez pilota.  Przedstawienie podobnież warte było obejrzenia. Szkoda, że nasz pilot znowu nie stanął na wysokości zadania, podając nam niewłaściwą cenę wycieczki. Nie wiem z czego to wynikało, może miał kłopot z dogadaniem się z Chińczykiem. I tak kolejny dzień dobiegł końca. Przed nami ostatnia noc i ostatni dzień w Xi’an.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.