Hangzhou – Świątynia Lingyin

Noc upłynęła szybko, spało się bardzo wygodnie. Wejście do Świątyni Lingyin. Hangzhou w Chinach.Pakowanie, poranna kawa i nadszedł czas na śniadanie. Restauracja była trochę dziwna. Pomieszczenie wyglądało jakby stanowiło wydzieloną część holu. Serwowane potrawy to przede wszystkim frykasy kuchni chińskiej, zupełnie nieodpowiednie na śniadanie. I nie jest to tylko moje zdanie. Jedliśmy bez większego entuzjazmu, skupiając się na grzankach z dżemem i jajach na twardo.  Coś trzeba było zjeść, żeby mieć siłę na zwiedzanie.Świątynia Lingyin w Hangzhou, w Chinach.

Po śniadaniu rozpoczęliśmy kolejny dzień naszej podróży przez Chiny. Przed południem spędziliśmy jeszcze trochę czasu w Hangzhou. Zwiedzaliśmy jedną z największych i najbogatszych świątyń buddyjskich w Chinach – Świątynię Lingyin. Nazwa świątyni dosłownie oznacza Świątynię Dusz. Została zbudowana w 328 r. wśród zielonych wzgórz, na zachód od Jeziora Zachodniego, przez mnicha Hui Li, który przybył z Indii.  Na wzgórzu liczącymSala 500 Mnichów w Świątyni Lingyin w Hangzhou, Chiny. 150 m wysokości, wznoszą się cztery świątynie i 350 wyrzeźbionych w kamieniu statuetek przedstawiających Buddę. Najważniejsza rzeźba datowana na 1000 r. to Śmiejący się Budda.

Kompleks świątyni jak zwykle okazał się rozległy. Tym razem był dobrze wkomponowany w otaczającą roślinność. Tak, jak we wszystkich odwiedzanych przez nas świątyniach, tak i tu naGrupa kobiet, która zwróciła moja uwagę. Świątynia Lingyin w Hangzhou, w Chinach. dziedzińcach przed pawilonami wierni palili kadzidła i modlili się, dokonując skłonów na cztery strony świata. W dużych metalowych kadzielnicach palił się ogień. W powietrzu unosił się dym i czuć było mdły zapach. Dobrze, że nie było tu takiej duchoty i upału jak to miało miejsce w Pekinie.

Po wejściu do jednego z pawilonów zauważyłam grupę kobiet, które przykułyStarsza kobieta, przeprowadzajaca obrzed podobny do egzorcyzmu. Świątynia Lingyin w Hangzhou, Chiny. moją uwagę swoim zachowaniem i jednakowym ubiorem – żółte spodnie i żółte koszule. Najpierw klęczały i modliły się. Następnie najstarsza z nich zaczęła przeprowadzać jakieś egzorcyzmy na przebywającej z nimi kobiecie ubranej na biało. Wyglądało jakby przejmowała złe moce od tej „na biało”. Na twarzy – tej najstarszej – pojawił się grymas bólu i cierpienia. Po chwili markowała odruchy wymiotne, jakby przez usta pozbywała się złych duchów. Jej twarz zrobiła się Mnisi z Świątyni Lingyin w Hangzhou, w Chinach.pogodna i szczęśliwa. Trzy razy pokłoniła się posągom bóstw i wszystkie kobiety opuściły świątynię.

Zrobiłam to samo, tzn. też opuściłam świątynię. Następnie pozaglądałam do innych pawilonów. Porobiłam zdjęcia tam, gdzie to było dozwolone. A także w pawilonie, gdzie to było zabronione, ale tylko do czasu zobaczenia tabliczki z zakazem. Widziałam grupę tutejszychZakątek z szybami, na których wymalowano wizerunki mnichów. Świątynia Lingyin w Hangzhou, w Chinach. mnichów w żółto-brązowych szatach, schodzących gęsiego po schodach z jednego z zabudowań świątyni. Spacerując dalej, trafiłam w miejsce, gdzie na zewnętrznych ścianach, na niedużej wysokości zobaczyłam coś, co wyglądało jak okna czy szklane obrazy w ramach.  Na szybach widniały małe, czarno-białe wizerunki mnichów, nad którymi umieszczono  chińskie napisy, pewnie ich imiona. Na każdej z szyb było 16Wizerunki mnichów. Świątynia Lingyin w Hangzhou, w Chinach. obrazków.  Przypuszczam, że przedstawiały postacie mieszkających tu niegdyś mnichów. Delikatne, misternie pomalowane,  stanowiły  drobny, ale jaki piękny szczegół w całym otoczeniu.

Potem przespacerowałam się wzdłuż płynącej tam rzeczki, poszukując przejścia na jej drugi brzeg. Z zaciekawieniem obserwowałam pływające żółwie – widok dla mnie niespotykany. Po przejściu naŚmiejący się Budda. Kompleks Świątyni Lingyin. Hangzhou, Chiny. drugą stronę znalazłam się bliżej rzeźb wykonanych w skałach. Było ich mnóstwo. Do wielu trzeba było wspinać się po wąskich, często stromych, kamiennych schodkach. Niektóre wejścia były niedostępne, zasypane pokruszonymi kawałkami skał lub miały zupełnie zniszczone schody. Oczywiście zobaczyłam tylko niewielką część naskalnych rzeźb, ale i tak zrobiły na mnie duże wrażenie.Rzeźby z kompleksu Świątyni Lingyin w Hangzhou, w Chinach.

Jestem wprost zafascynowana tymi setkami rzeźb buddy czy innych bóstw wykonanych w skałach. Jak się okazało w Chinach jest ich ogromna ilość.

Po upływie czasu przeznaczonego na zwiedzanie zebraliśmy się w autobusie i ruszyliśmy w drogę. Po przejechaniu  kilkudziesięciu kilometrów zatrzymaliśmy się na plantacji herbaty. Z okolic Hangzhou pochodzi słynna herbataWycieczka na plantacji herbaty w okolicach Hangzhou, Chiny. Longjing (Smocza studnia). Gatunek ten rośnie tylko na pobliskich wzgórzach i cieszy się w całych Chinach ogromną popularnością ze względu na zapach i delikatność smaku.

Plantacja będąca rodzinnym przedsięwzięciem, nastawiona była na odwiedziny turystów, którzy w zorganizowanych grupach przyjeżdżali tam autokarami. Pokazano nam, w jaki sposóbPlantacja herbaty Longjing (Smocza studnia) Hangzhou, Chiny suszone są liście herbaty. Następnie w pomieszczeniu wyposażonym w duży stół i krzesła wysłuchaliśmy wykładu na temat różnic pomiędzy gatunkami herbat, czy też między herbatami zbieranymi w różnych terminach. Mieliśmy okazję obejrzeć i powąchać liście herbaty, a także spróbować z nich naparu. Wysłuchaliśmy też wykładu o dobroczynnym działaniu zielonej herbaty na organizm. Powiedziano nam, w jaki sposób prawidłowoProces suszenia herbaty. Plantacja herbaty w okolicach Hangzhou, Chiny. przygotowuje się uprawianą tam herbatę.

A przepis jest taki: 1 łyżeczkę/filiżankę zalewa się wodą o temperaturze około 65o – 80o C. Herbata jest gotowa do spożycia po około 3 minutach parzenia. Liście można zalewać wodą wiele razy.

Jak zwykle był to wstęp, przed zaoferowaniem nam „po specjalnie niskiej cenie” puszek z uprawianą tam herbatą. Aby nas zachęcić do kupna, córka właściciela Nasz chiński przewodnik na dziedzińcu zabudowań, należących do plantacji herbaty. Hngzhou, Chiny (1)zademonstrowała jeszcze w jaki sposób pakują susz herbaciany do puszek, aby zmieścić go jak najwięcej. Do kupienia była  też zielona herbata w tabletkach.

Nikt z naszej grupy nie zdecydował się na zakupy. Tylko pan pilot wyszedł z puszkami herbat i tabletek herbacianych, zapewne otrzymanych w prezencie.

Po zakończeniu prezentacji udaliśmy się doPokaz i prelekcja na temat herbaty. Plantacja w okolicach Hangzhou, chiny. wyjścia, które jak zwykle znajdowało się po drugiej stronie sklepu, w którym można było kupić herbatę, ciasteczka herbaciane i inne słodycze, a także chińskie pamiątki typu: wachlarze, porcelanowe lalki w chińskich strojach, pałeczki do jedzenia, wyroby z jadeitu itp. Moją uwagę przykuły śliczne serwisy do herbaty. Zrobiłam kilka zdjęć na pamiątkę, ale zwrócono mi uwagę, aby nie fotografować. Dekoracyjny imbryk do parzenia herbaty. Plantacja w okolicy Hangzhou, chiny.

Po wyjściu ze sklepu udaliśmy się na drugą stronę jezdni, by wejść na wzgórze, na którym uprawiano herbatę. Dookoła otaczały nas zielone krzewy herbaty, a wysoko w górze rósł las. Naprawdę bardzo ładny widok. Trochę mi przypominał tarasową uprawę ryżu, którą – może zabrzmi to śmiesznie – znam tylko ze zdjęć. Podczas tak długiego pobytu w Chinach nie miałam okazji zobaczyć jej w naturze. Mieliśmy chwilę czasu na pamiątkowe fotkiDekoracja na plantacji herbaty w okolicach Hangzhou, Chiny. oraz nacieszenie się pięknymi widokami. Tego dnia były to wszystkie atrakcje. 

Ruszyliśmy w stronę Szanghaju. Za oknami widać było coraz więcej wieżowców, niektóre z ładnymi chińskimi daszkami na samej górze.

W samym Szanghaju widok wieżowców robił spore wrażenie. Przejechaliśmy przez jakiś fragment miasta i dojechaliśmy doNa plantacji herbaty w okolicach Hangzhou, Chiny. hotelu – nomen omen – sieci Holiday Inn.  Przy rozdziale pokoi Kasia wyraziła chęć zamieszkania na jak najwyższym piętrze – dostałyśmy pokój na szesnastym. Był prawie identyczny jak ten w Hangzhou, więc obawiałam się, że śniadania też będą równie kiepskie jak w tamtym hotelu tej samej sieci. Nie pamiętam jak to było z obiadem czy ewentualnie obiadokolacją tamtego dnia. Ale faktem jest, że wybrałyśmy się jeszcze do miasta, aby kupić cośSerwisy do herbaty. Sklep na plantacji herbaty w okolicach Hangzhou, Chiny. do zjedzenia – byłyśmy głodne. Hotel znajdował się na dość dużej ulicy. Przeszłyśmy kawałek, a następnie skręciłyśmy w jakąś boczną uliczkę. Tam był już inny świat. Co krok małe sklepiki i jadłodajnie. Widok i zapach jedzenia raczej  odstraszający. W niektórych miejscach sklepy wyglądały jak otwarte garaże, w których ludzie pracowali i chyba mieszkali. Widziałam też wystawione na ulice stoły, przy których siedzieli Chińczycy. Ulice te były ciemneSzanghaj widok z autobusu. Chiny i ponure. Mieszkała tam biedota. Na mnie zrobiło to okropne wrażenie, tym bardziej, że tuż za rogiem była duża ruchliwa i dobrze oświetlona ulica z wysokimi budynkami. W jednym ze sklepów kupiłyśmy jakieś bułki i wróciłyśmy do hotelu. Następnego dnia czekało nas zwiedzanie Szanghaju od tej reprezentacyjnej strony, od tej, którą można zobaczyć na widokówkach.

 

 

 

1 Odpowidzi na Hangzhou – Świątynia Lingyin

  1. kliknij tutaj pisze:

    This article is genuinely a good one it helps new the web people, who are wishing for
    blogging.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.