Ostatni dzień w Pekinie

Dzisiejsza noc – to pierwsza przespana od czasu wyjazdu z Polski. Klimatyzacja działała, elektryczny „odstraszacz” komarów włączony,Sklepik z kadzidełkami i akcesoriami religijnymi w Pekinie, przed Świątynią Lamy. a zmęczenie zrobiło swoje. Z nowymi siłami dzień przywitaliśmy o wchodzie słońca. Najpierw szybkie pakowanie, a potem kierunek – winda. Tym razem opuściliśmy pokoje wraz z bagażami – czekał nas ostatni dzień w Pekinie.

Zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy do Świątyni Lamajskiej. Zbliżając się do celu, widziałam – z okien autobusu – mnóstwo sklepików, w których wierni kupowaliBrama prowadząca do Świątyni Lamajskiej w Pekinie. kadzidełka i inne religijne akcesoria. Na miejscu byliśmy jeszcze przed otwarciem świątyni, ale już dookoła kłębiły się tłumy, zarówno mieszkańców Pekinu jak i turystów o orientalnej urodzie. Będąc trzeci dzień w Chinach nie udało mi się jeszcze zobaczyć wycieczkowicza o białej cerze i rysach europejskich. Podczas oczekiwania na bilety obserwowałam jak chińska policja sprawdzała torby, a także urządzeniem do wykrywania metaluPolicja sprawdza wykrywaczem metalu turystów wchodzących do Świątyni Lamy w Pekinie. kontrolowała osoby wchodzące na teren Świątyni. Nasza grupa weszła przez bramki, w których tylko zeskanowano bilety wstępu.

Teren całego kompleksu okazał się dosyć rozległy. Wszystkie zabudowania mieniły się w słońcu kolorem czerwonym ze złotymi, niebieskimi i zielonymi ozdobami. Zwieńczenia budynków stanowiły wygięte, bogato zdobione dachy w kształcieWieża Bębna, Świątynia Lamy w Pekinie. charakterystycznym dla chińskiej architektury. Każda kondygnacja posiadała swój daszek. Na dziedzińcach przed wejściem do poszczególnych obiektów stały kadzielnice, występujące w ciekawych i niepowtarzalnych kształtachCiekawie zdobiony dach jednego z pawilonów Świątyni Lamajskiej w Pekinie.. Chińczycy palili niezliczone ilości kadzidełek, których mdlący zapach wyraźnie był wyczuwalny, pomimo przebywania na świeżym powietrzu. Widziałam tam szereg młynków modlitewnych, ale akurat nikt z nich nie korzystał. Aby wejść do świątyni należało pokonać kilka schodków. Wnętrze – słabo oświetlone – ukazywało nam ołtarz, z posągiem Buddy, przed którym modlili się wierni, po obu jego stronach stały liczne rzeźby różnych postaci. W jednym z budynków Świątyni królował 26-metrowy (8 metrów wkopanych w ziemię) pomnik Buddy zrobiony z jednego kawałka drzewa sandałowego. Autorka bloga przy młynkach modlitewnych w Świątyni Lamy, w Pekinie. Chiny.Po przeciwnej stronie pomieszczenia znajdowało się wyjście – po schodkach schodziło się na kolejny dziedziniec. Takich dziedzińców i podobnych budowli, przez które przechodziliśmy było kilka. Wierni modlą się przed jednym z pawilonów Świątyni Lamy.Wszystko bardzo ciekawe, ale powtarzające się widoki były jak dla mnie zbyt monotonne. Tego typu powtarzającą się zabudowę spotkałam jeszcze w innych miejscach takich jak np. Zakazane Miasto czy Klasztor Shaolin.

Następnie pojechaliśmy do wytwórni biżuterii i kosmetyków zrobionych z pereł. Na miejscu przedstawicielka firmy ciekawie opowiadała nam jak wygląda hodowla i przetwórstwo słodkowodnych pereł. Małże hodowane, w celu uzyskania pereł słodkowodnych. Pekin, Chiny.Później zademonstrowała wnętrze otwieranej na naszych oczach około 5- letniej małży. Nikomu nie udało się odgadnąć, ile może być pereł w muszli – było ich ponad 20. Perły w otwartej muszli, demonstrowane przez przedstawicielkę Centrum Sztuki i Rzemiosła w Pekinie. Chiny.Ku zadowoleniu wszystkich zostały one – na pamiątkę – rozdane pomiędzy uczestników wycieczki. Jeszcze chwila odpoczynku przy zielonej herbacie i ciasteczkach, będących poczęstunkiem serwowanym przez naszych gospodarzy. Teraz była już najwyższa pora na obejrzenie olbrzymiej ekspozycji biżuterii, oczywiście w zamierzonym celu – kupna perłowych precjozów oraz kosmetyków – po „okazyjnej cenie”.Sala wystawowa biżuterii w Centrum Sztuki i Rzemiosła w Pekinie. Chiny.

Nadszedł czas na Plac Tiananmen, największy publiczny plac na świecie o wielkości 90 boisk piłkarskich, mogący pomieścić 300 tyś. osób. Niestety, a może na szczęście, tego dnia był „zamknięty” dla zwiedzających – z powodu zapowiadanych manifestacji. Przechodziliśmy po drugiej stronie ulicy. Widziałam ustawione wzdłuż całego placu  zapory oraz co kilkanaście metrów stojących policjantów. Pomnik Bohaterów Ludowych na ogrodzonym Placu Tiananmen w Pekinie.Także po naszej stronie ulicy było sporo policji, zatrzymującej i przeszukującej ludzi. Ponieważ tego dnia nadal utrzymywał się upał ponad 35oC, byłam zadowolona, że nie weszliśmy na sam plac, na którym czułabym się jak na rozgrzanej patelni. Po przekątnej skrzyżowania widoczna Brama Tiananmen prowadząca do Zakazanego Miasta. Pekin, Chiny.Przemieszczaliśmy się w półcieniu, pod drzewami, obserwując cały plac – z pomnikiem Bohaterów Ludowych oraz budynkami rządowymi. Kierowaliśmy się do Zakazanego Miasta. Już z daleka widoczna była słynna Brama Niebiańskiego Spokoju z portretem Mao Zedonga. Doszliśmy do skrzyżowania, po przekątnej, którego był cel nasze wędrówki. Jeszcze fotka zrobiona  przez „fachowca” całej grupie wraz z przewodnikiem.  Za jedyne 5 dolarów otrzymaliśmy w drodze powrotnej album o Zakazanym Mieście z wklejonym naszym wspólnym zdjęciem. Całość stanowi ciekawą pamiątkę z Pekinu. Autorka bloga w Zakazanym Mieście. Pekin, Chiny.

Zakazane Miasto to dawny pałac cesarskiej dynastii Ming i Qing znajdujący się w centrum Pekinu. Otoczony jest murem obronnym z wieżami i fosą. Na obszarze o długości 960 m i szerokości 760 m wzniesiono około 800 pałaców i mniejszych pawilonów. Pałace sąsiadują tu z parkami i trzema sztucznymi stawami. Jest tam sporo ciekawych architektonicznie miejsc, godnych obejrzenia oraz zrobienia zdjęć lub sfilmowania. Ale niemiłosierny upał bardzo utrudniał realizację naszych zamierzeń, Widok  na Zakazane Miasto w  Pekinie. Chiny.ratowaliśmy się chustkami na głowę czy parasolkami, które skutecznie zasłaniały nas od słońca, ale nie od upału. Dookoła nagrzane kamienie wydzielały dodatkowe ciepło. Co jakiś czas pilot zarządzał zbiórkę i przekazywał nam – korzystając z przygotowanych wcześniej ściąg – informacje dotyczące zwiedzanego obiektu. Wszystko odbywało się w pełnym słońcu, a każda próba oddalenia się na parę kroków w celu zrobienia zdjęć była surowo zganiona. Najpierw niepotrzebnie traciliśmy czas – czekając aż wszyscy się zbiorą – żeby następnie ruszyć w szybkim tempie w dalszą drogę. Fotografowanie zazwyczaj realizowane było w biegu z „oczami dookoła głowy”,Kamienny most nad zbiornikiem wodnym  w Cesarskich Ogrodach. Zakazane Miasto. Pekin. aby się nie zgubić w tłumie zwiedzających. Teren Zakazanego Miasta jest dosyć spory, dużo odkrytych przestrzeni, trzeba więc było sporo się nachodzić, żeby coś zobaczyć. Odczuwałam znużenie i chyba coraz mniej zostawało mi w głowie z niewątpliwie ciekawych wiadomości przekazywanych przez pilota.

Dopiero na terenie Cesarskich Ogrodów i parku Jingshan, wśród zieleni powietrze stało się przyjemniejsze. Ale pomimo narastającego zmęczenia i bólu nóg, nie było możliwości, by choć przez  chwilę odpocząć. Chińczycy spędzający czas grając w Zośkę,  w Parku Jingshan, w Pekinie.Powód był prozaiczny, nigdzie nie było ławek. Zwiedzanie odbywało się cały czas stanowczo za szybko. Po drodze mijaliśmy spacerujących Chińczyków, grupkę osób spędzających czas na wspólnym śpiewaniu, a także kilku mężczyzn grających w „Zośkę”. Jednak każda chwila postoju, czy próba dokonania zakupu w kiosku z pamiątkami kończyła się gonitwą za czołówką, w której był pilot i chińska przewodniczka. Dwie nasze panie kupno słomkowego kapelusza okupiły utratą kontaktu z grupą. Pilot musiał sięŚwiątynia Nieba, cesarski ołtarz ofiarny. Pekin, Chiny, wrócić i na szczęście znalazł nasze zguby.

Przed nami było jeszcze zwiedzanie Świątyni Nieba, kompleksu sakralnych budowli taoistycznych w południowo-wschodniej części centralnego Pekinu. Miejsce ciekawe, od 1998 r wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Po wejściu na schody, na poziom świątyni można było obejrzeć z góry całość obiektu, a było, na co popatrzeć. Ale „zmęczenie materiału” było już ogromne, tak,Boczny pawilon Świątyni Nieba w Pekinie. Chiny. więc po zrobieniu kilku fotek każdy szukał jakiegoś murku, na którym mógłby chwilę przycupnąć przez resztę czasu przeznaczonego na zwiedzanie.

Tego dnia planowaliśmy jeszcze fakultatywną wycieczkę, jaką miało być pójście do Opery Pekińskiej, ale okazało się, że do czasu rozpoczęcia spektaklu nie zdążymy zjeść kolacji. Wybór był jeden – kierunek restauracjaŚwiątynia Nieba w Pekinie. Chiny. i ostatnia kolacja w Pekinie. Przed nami całonocna podróż do oddalonego o 640 km Zhengzhou.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.