Pierwsze refleksje, pierwsze spostrzeżenia

Z perspektywy całej wycieczki – po upływie kilku miesięcy od powrotu – mogę już to napisać: pobyt w Pekinie był najbardziej męczący.Ulica Pekinu. Bogaty program, wielkie obiekty do zwiedzania i na to wszystko tylko dwa i pół dnia. Ograniczony czas i ciągły pośpiech uniemożliwiły w pełni delektować się otaczającym nas egzotycznym światem.Hotel w Pekinie. Chiny Do tego upał i duchota panująca w Pekinie były trudne do zniesienia. Różnica czasu powodowała, że zwiedzaliśmy, kiedy w Polsce była noc, a spaliśmy, kiedy w Polsce był dzień. Nie da się tak szybko przestawić zegara biologicznego. Ale trzeba sobie zdać sprawę z tego, że coś za coś. Jeśli wybieramy się do tak odległego kraju to trzeba zobaczyć jak najwięcej, bo drugi raz raczej nie będzie takiej okazji.

Pekin
W Pekinie tak jak w pozostałych miastach mieliśmy do swojej dyspozycji autobus, którym dowożono nas we wszystkie odwiedzane miejsca. Był on dosyćPekin wygodny, posiadał klimatyzację i był zaopatrzony w lodówkę z zimną – być może mineralną – wodą w półlitrowych butelkach. Za 3 butelki płaciliśmy przewodniczce 10 yuanów. W sklepach była trochę taniej, ale za to w autobusie zawsze pod ręką.

Nasza przewodniczka w pekinie
Przez cały pobyt w Chinach towarzyszył nam chiński przewodnik, który zajmował się sprawami organizacyjnymi, a także udzielał pilotowi informacji o zwiedzanych obiektach, przekazywanych następnie całej grupie. Przewodnik jeździł z nami autobusem, jeśli przesiadaliśmy się do pociągu, to w następnej miejscowości czekał na nas już nowy autobus z nowym przewodnikiem.

Chińczycy ćwiczaci Tai Chi
Nasza pekińska przewodniczka drobna, ale energiczna kobieta robiła wrażenie bizneswoman: wymieniała walutę, sprzedawała bawełniane koszulki z chińskimi nadrukami, a także robione na zamówienie pieczątki z jadeitu, na których miało być napisane po chińsku imię zamawiającego. Takich pieczątek z czerwonym tuszem używają – zamiast podpisu – chińscy autorzy na swoich kaligrafiach, rysunkach czy  wycinankach.  Ponieważ był to początek wycieczki i na razie mało było możliwości na indywidualne zakupy pamiątek, to chętni się znaleźli. Tym bardziej, że nasz pilot firmował swoją osobą ten handel w autobusie. Na ulicy w PekinieCeny na koszulki wcale nie były takie niskie, a pieczątki  gdzie indziej  można było kupić taniej i to z napisem wyrytym w jadeicie, a nie z naklejoną gumką. Myślę, że błędem pilota było pośrednictwo w sprawie tych zakupów, bo ludzie przepłacili, a obowiązkiem pilota było – jak mi się wydaje – otoczenie opieką swojej grupy w każdej sytuacji.

Już w Pekinie przekonałam się, że robiąc zakupy – także w sklepie – można się targować. Jeśli nawet sprzedawca kategorycznie odmówi obniżenia ceny, to wcale nie oznacza końca negocjacji. Sposób przewożenia dzieci na skuterze.Bywa, że za chwilę sam podchodzi i pyta o cenę, za jaką możemy kupić dany towar. Należy podać dużo niższą cenę, bo te wystawione w sklepie są bardzo zawyżone. Ale jeśli faktyczne zależy nam na kupnie to nie możemy trzymać się sztywno podanej przez nas kwoty. Aby transakcja doszła do skutku obie strony muszą być zadowolone, dlatego też musimy usatysfakcjonować sprzedawcę i trochę podnieść pierwotnie podaną sumę. Restauracja Chińczycy bardzo lubią się targować i nawet jak chwilami okazują swoje zdenerwowanie, to na koniec i tak się uśmiechają i ogólnie są sympatyczni. W czasie zakupów bardzo przydatny jest kalkulator, na którym można pokazać wysokość ceny, a także znajomość paru podstawowych zwrotów po angielsku wtedy bariera językowa znika.

Ulica w Pekinie
Jeśli chodzi o posiłki to zawsze serwowane były w ten sposób, że śniadania jedliśmy w hotelu, a obiady lub kolacje w restauracjach. Zazwyczaj była to późna kolacja i wtedy dla chętnych, co najmniej 10 osób, które w ciągu dnia chciały zjeść ciepły posiłek zamawiane było miejsce w restauracji. Za 50 yuanów, płaconych już z własnej kieszeni można było zjeść obiad. Podawano potrawy bardzo podobne do tych jedzonych na kolację.Rowery Mnie raczej nie zachęcało jedzenie dwa razy dziennie takiego samego posiłku i zazwyczaj pozostawałam w grupie osób czekających i przez około 40 minut spacerujących po okolicy. Czasami była możliwość kupna i zjedzenia czegoś alternatywnego.

Cyklista na ulicach Pekinu
Samego miasta, poza widokiem z okien autobusu nie mieliśmy specjalnie okazji oglądać. Mijane domy poza ścisłym centrum często były brudne, odrapane. W oknach zamiast firanek wisiało pranie. A bywało, że na daszkach leżały śmieci, jak można przypuszczać wyrzucone ze znajdujących się powyżej okien. Na ulicach Pekinu, a także innych miast dawał się zauważyć duży chaos. Zdarzało się, że pojazdy kierowały się pod prąd, a ludzie nawet z małymi dziećmi wchodzili na ulicę i przemieszczali się pomiędzy jadącymi pojazdami. Małe dziecko na rekach rodzica.Poza samochodami na chińskich ulicach można oczywiście zobaczyć niezliczone ilości rowerów, motorowerów i skuterów.
Ze zgrozą obserwowałam jak przewożone są małe dzieci. Bez żadnych zabezpieczeń. Albo siedzące  na kolanach i przyklejone do rodzica, albo np. stojące z przodu skutera, na którym jechali oboje rodzice i trzymające się kierownicy. Widziałam też może 2-letnią dziewczynkę siedzącą z tyłu na niskim bagażniku i kurczowo trzymającą się ojca.

Dziecko w "modnych"spodenkach
W Pekinie chyba nie udało mi się zauważyć dzieci wożonych w wózkach. W Chinach przeważnie rodzice noszą dzieci na rękach. Dopiero w Szanghaju widziałam parę matek z wózkami dziecięcymi. A niewątpliwie ciekawostką jest to, że małe dzieci nie noszą pieluch – mają bieliznę przeciętą na pośladkach i świecą gołą pupiną. Nie wiem jak to się odbywa, gdy niemowlę chce się załatwić, ani jak to wygląda w zimie. Widziałam nawet 2-3 letnie dzieci noszące spodenki z taką dziwną dziurą z tyłu.Pekin -widok z okien autobusu.

Już od Pekinu dało się zauważyć, że w Chinach jedynie w hotelach można skorzystać z przyzwoitej toalety. Większość publicznych toalet to po prostu dziury, do których się załatwia. Wbrew pozorom nie jest to takie złe rozwiązanie, tylko trzeba się do tego przyzwyczaić. Warto jednak wiedzieć, że wybierając się do Chin trzeba zabrać własny papier toaletowy, bo tam go nie uświadczysz. Pekin, jedna z ulic, widok z autobusu. Chiny.Toalety są brudne (nawet na eleganckich dworcach kolejowych), śmierdzące, często brak w nich mydła, a nawet zdarza się, że z poniszczonych kranów nie leci woda. Bardzo przydatnym okazał się żel antybakteryjny do rąk, taki, jakie można kupić w naszych perfumeriach. Z tego, co pamiętam to wszędzie toalety były bezpłatne.

Ruch na ulicach miasta. Pekin, Chiny.
W Pekinie – jak już wspomniałam wcześniej – a także w kolejnych miastach nasza grupa wywoływała pewną sensację. Nigdy nie przypuszczałabym, że jeszcze w dzisiejszych czasach Europejczyk wzbudza w Chinach tak wielkie zainteresowanie. Chińczycy obserwowali nas, ukradkiem robili zdjęcia, prosili o wspólne sfotografowanie się. Bardzo rozbrajające było zaciekawienie małych dzieci bacznie na nas spoglądających.Pekin -widok z okien autobusu. Chiny Można powiedzieć, że zainteresowanie było obopólne byliśmy nawzajem dla siebie egzotyczni.
I tak, czas przygód w Pekinem dobiegł końca. Przed nami nowe miejsca do odkrycia i jak się później okazało równie, a nawet jak dla mnie bardziej interesujące.

1 Odpowidzi na Pierwsze refleksje, pierwsze spostrzeżenia

  1. What’s up to all, the contents existing at this website are really remarkable for people knowledge,
    well, keep up the good work fellows.

    my homepage :: design websites

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.