Pożegnanie z Chinami

To było ostatnie pół dnia w Szanghaju. Szanghaj, Chiny.Po kiepskim śniadaniu, spakowaliśmy cały bagaż i wykwaterowaliśmy się z hotelu. Tego dnia program wycieczki nie przewidywał wielu atrakcji.  Pogoda też nie zachęcała do spacerów. Było pochmurno i trochę mżył deszcz. Najpierw udaliśmy się do Shanghai Muzeum, mieszczącego się w centrum miasta, na Placu Ludowym.Zdjęcie na tle budynku Szanghaj Muzeum. Chiny.

Muzeum powstało w 1952 roku, ale w obecnej lokalizacji znajduje się od 1996 r. Aktualną siedzibę zaprojektował chiński architekt Xing Tonghe. Budynek stanowiący jeden z symboli miasta, zbudowano na kształt używanego w starożytności naczynia z brązu – ding. Muzeum ma kwadratową podstawę i okrągły wierzchołek, co symbolizuje starożytne postrzeganie świata przez Chińczyków – okrągłe niebo, kwadratową Ziemię.Fotka w  Szanghaj Muzeum. Chiny.

W galeriach wystawowych, zlokalizowanych na parterze i trzech piętrach muzeum starożytnej chińskiej sztuki, mieści się kolekcja ponad 1 000 000 obiektów, z których  120 000 to cenne dzieła sztuki. Pamiątki z poprzednich stuleci wykonane z brązu, porcelany, gliny, a także sztuka kaligrafii, malarstwo, pieczęcie, wyroby z jadeitu, monety, meble oraz rękodzieło chińskichNanjing Road w Szanghaju. Chiny. 3 grup etnicznych przyciągają liczne rzesze zwiedzających z całego świata.

Oczywiście wejście do muzeum poprzedzone było kontrolą bagażu. Wszystkie torby i plecaki zostały prześwietlone tak samo jak przy odprawie na dworcach kolejowych czy lotniskach.  Miałam w plecaku butelkę wody mineralnej. Co prawda nie było zakazu jej wniesienia, ale ku memu zdziwieniuPamiatkowe zdjecie z Kasia na Nanjing Road w Szanghaju. Chiny. ochrona kazała mi ją otworzyć i trochę wypić. W pierwszej chwili wydawało mi się, że mam wypić całą wodę, ale na szczęście chodziło tylko o to, żeby pokazać, że zawartość butelki nie jest szkodliwa.

Podczas zwiedzania nie mieliśmy słuchawek. Zwiedzanie odbywało się indywidualnie, bez przewodnika. Czasu mieliśmy wystarczająco dużo, żeby z grubsza obejrzeć większość eksponatów.Wnętrze jednego ze sklepów na Nanjing Road w Szanghaju. Chiny. Muszę przyznać, że było to całkiem ciekawe. Zrobiłam tam ponad 200 zdjęć, aby wszystko spokojnie jeszcze raz pooglądać w domu, na komputerze. Ponieważ wyczerpał mi się już cały zapas baterii do aparatu fotograficznego, zdjęcia robiłam aparatem w telefonie komórkowym. Niestety, kiedy po powrocie do Polski starałam się przerzucić je na komputer popełniłam jakiś błąd i utraciłam wszystkie zdjęcia z muzeum.Nanjing Road w Szanghaju. Bezszynowa kolejka przewożąca turystów. Chiny Właściwie to popełniłam dwa błędy. Podstawowym było wycięcie, zamiast skopiowania zdjęć z telefonu. Drugi raz takiego błędu nie powtórzę. Mam nadzieję.

Po zakończonym zwiedzaniu pojechaliśmy na duży, podziemny bazar, gdzie uczestnicy wycieczki mogli zrobić zakupy za pozostające im yuany. Dla mnie nie była to żadna atrakcja. Pamiątek i upominków miałam już wystarczająco dużo.Nanjing Road w Szanghaju. Chiny. (2) Nie planowałam też robienia jakiś większych zakupów. Dostaliśmy sporo wolnego czasu. Snułam się po tych alejkach handlowych, nie oddalając się zbytnio, żeby się nie zgubić. Co chwilę byłam zaczepiana przez handlujących tam Chińczyków. Stale ktoś chciał mi coś sprzedać. Nie było to przyjemne. Byłam już bardzo zmęczona, ale nigdzie nie było „kawałka ławki”, na której można by było chwilę odpocząć.  Przyglądałam się innym uczestnikomJedna z ostatnich fotek Kasi w Szanghaju -Nanjing Road. Chiny. wycieczki, jak targowali się przy zakupach. Jedna z pań kupowała walizkę. Doszły do niej – zgodnie z wcześniejszą umową – koleżanki i zaczęły odradzać zakupu, pokazywały na zegarek, sugerując, że nie ma już czasu, że trzeba się śpieszyć do autobusu. Sprzedawca zaczął się bardzo irytować, ale fortel okazał się skuteczny. Walizkę udało się kupić po znacznie niższej cenie, niż pierwotna.  Na bazarze po raz pierwszy w Chinach, widziałam rodaków z Widok na Bund z promenady Pudongu. Szanghaj. Chiny.innej, polskiej wycieczki. Tego dnia spotkaliśmy ich jeszcze w restauracji na kolacji. 

Po zakupach zebraliśmy się w autokarze. Chiński przewodnik zaproponował naszemu pilotowi jakieś miejsce, gdzie podobno jeździ sporo wycieczek, bo można tam bardzo tanio zrobić zakupy.  Jak się okazało, to „centrum handlowe” mieściło się w jakiejś niewielkiej prywatnej kamienicy. Przed bramą wejściową stałaPromenada Bundu. Szanghaj, Chiny. Chinka obserwująca, co dzieje się dookoła. Prowadzona tam sprzedaż, była najwyraźniej nielegalna. Na piętra wchodziliśmy po wąskich, drewnianych schodkach. W środku panował półmrok. W pokojach leżały wystawione na sprzedaż tandetne torby i portfele. Nie interesowała mnie ani ich cena, ani nic, co tam się jeszcze znajdowało. Panująca tam atmosfera powodował, że zaczęłam się obawiać o nasze bezpieczeństwo. Budynki Bundu. Szanghaj, Chiny,Postanowiłyśmy z Kasią, że opuścimy to dziwne miejsce, ale okazało się, że same nie możemy iść do autobusu. Wyprowadzani byliśmy przez Chinkę, w małych grupkach. Autobus stał na sąsiedniej, małej uliczce. Zanim stamtąd wyjechaliśmy upłynęło trochę czasu – według mnie zmarnowanego. 

Program wycieczki przewidywał jeszcze czas wolny na słynnej Nanjing Road.Pochmurna promenada Bundu. Szanghaj, Chiny.

Nankińska ulica handlowa, uznawana za jedną z największych na świecie, rozciąga się na przestrzeni ok. 5,5 km, od Bundu na wschodzie, do dzielnicy Jing’an na zachodzie. 

Była to pierwsza ulica handlowa w mieście, handlowano tam głównie towarami zagranicznymi. Z czasem ulicęNa nabrzeżu Bundu, w tle pochmurny, futurystyczny Pudong. Szanghaj, Chiny, przebudowywano i zmodernizowano, wprowadzając znaczące zmiany, m.in. na wschodnim krańcu utworzono dla wygody kupujących specjalny pasaż. Po ulicy jeździły bezszynowe kolejki turystyczne.

Na ulicy Nankińskiej swoje punkty handlowe ma ponad 600 firm z całego świata. Ponadto mieści się na niej około stu tradycyjnych sklepów i sklepów specjalistycznych, które handlują, m.in.Rzeka Huangpu w Szanghaju. Widok z Bundu. Chiny. wyrobami z jedwabiu, jadeitu, wełny, haftami i zegarkami.

Mnie już nie interesowały chińskie wyroby, które oglądałam w wielu miejscach i wszędzie było to samo.  Tym bardziej nie byłam ciekawa zagranicznych sklepów, jakie można zobaczyć również w Polsce. Oglądanie wystaw, kiedy nie ma się w planie robienia żadnych zakupów też przestało być dla mnie atrakcją.Spacer w deszczu na promenadzie Bundu, Szanghaj, Chiny. Tym bardziej, że wynudziłam się już na bazarze. Kasia miała jeszcze zapał do robienia zdjęć, ja już nie. Przeszłam się kawałek w jedną stronę, potem w drugą i resztę czasu przesiedziałam na ławce obserwując przechodzących ludzi. Na chodzenie nie miałam już siły.

Po upływie wolnego czasu zebraliśmy się i pojechaliśmy autobusem na Bund – nadbrzeżną promenadę znajdującą się naKasia na tle futurystycznego Pudongu. prawym brzegu rzeki Huangpu. Było to ostatnie w Szanghaju zwiedzane przez nas miejsce.

Bund ma 1,5 km długości i ciągnie się od mostu Waibaidu do mostu Nanpu. Od zachodniej strony otoczony jest ciągiem 52 budynków pochodzących z czasów kolonialnych, wybudowanych w stylu architektury barokowej, renesansowej czy klasycystycznej, jak również art déco. Panorama Szanghaju, Chiny. 3Od strony wschodniej znajduje się wał przeciwpowodziowy nazywany „murem zakochanych”, z którego można było oglądać panoramę rzeki Huangpu i położonego na jej drugim brzegu Pudongu.

Na przełomie XIX i XX wieku Bund pełnił rolę głównego centrum finansowego Azji Wschodniej. Upadek Bundu, jako ekonomicznego, biznesowego i kulturalnego centrum miasta nastąpił poPanorama Szanghaju, Chiny. 2 utworzeniu Chińskiej Republiki Ludowej w 1949 r. Sytuacja zmieniła się dopiero na przełomie lat 70-tych i 80-tych XX wieku, po rozpoczęciu reform wolnorynkowych. Budynki Bundu, zajęte wcześniej przez instytucje rządowe, ponownie zostały zaadaptowane na siedziby instytucji finansowych i hoteli.

Spacerując promenadą w deszczu, robiliśmy ostatnie zdjęcia, żegnając się z Szanghajem.  W okolicach Bundu zjedliśmyPanorama Szanghaju, Chiny. ostatnią kolację i wyruszyliśmy na lotnisko. Po drodze chiński przewodnik śpiewał nam piosenki, jak się okazało miał bardzo ładny głos o ciepłej barwie. My ze swojej strony odśpiewaliśmy „Sokoły”, piosenkę, którą każdy znał w większym lub mniejszym stopniu. Na lotnisku, kto chciał robił fotki z przemiłym Chińczykiem, który towarzyszył nam podczas zwiedzania Hangzhou i Szanghaju.Ruch uliczny w Szanghaju, Chiny.

Odprawa bagażu odbywała się trochę nerwowo, ponieważ kilka osób miało „przekopane” walizki. Podobno odbywało się to w niezbyt miłej atmosferze. Jeśli chodzi o nadbagaż to mimo to, że niektórzy mieli takowy to nie było z tego powodu żadnych kłopotów. W wyznaczonym czasie zajęliśmy miejsca w samolocie. Czekał nas 10 godzinny lot do Istambułu, gdzie mieliśmy mieć przesiadkę na samolot do Warszawy. Po upływie krótkiej chwili, gdy samolot wzbił się w powietrze zaczętoPozegnalne zdjecie z chinskim przewodnikiem, Na zdjeciu jestem z Kasia.W samolocie, w czasie podróży z Szanghaju do Istambułu. roznosić napoje i ciepły posiłek. Na monitorze umieszczonym na oparciu przede mną, zobaczyłam mapę świata z zaznaczoną trasą naszego przelotu. Uzmysłowiłam sobie wtedy jak niewyobrażalnie daleko jest do domu.  Na szczęście dużą część lotu przespałam.

Nie będę już opisywać szczegółów podróży, ponieważ wszystko odbywało się mniej więcej tak samo jak w drodze do Chin, oZdjecie w samolocie, kilkanascie minut przed odlotem do Istambułu. czym już napisałam we wpisie „Podróż do Chin”. Dodam tylko, że w Warszawie jedna z naszych pań „zaproszona” została do kontroli osobistej, a nasz pilot miał pewien problem, bo do Warszawy nie doleciał jego plecak. Swoją drogą to ciekawe czy już z Chin poleciał w inną stronę świata, czy stało się to dopiero w Turcji.  Moja i Kasi podróż trwała 30 godzin zanim dotarłyśmy do naszego miasta. Byłyśmy niesamowicie zmęczone.

Tak zakończył się mój chiński sen. Następny wpis będzie podsumowaniem pobytu w Chinach, a także będzie zawierał moje refleksje, te zaraz po powrocie a także te po upływie kilku miesięcy od wyjazdu.

 

 

3 Odpowidzi na Pożegnanie z Chinami

  1. WYGANOWSKA pisze:

    BYŁO SUPER PODRÓZOWAĆ Z TOBA WIRTUALNIE RZADKO MOŻNA SIĘ DOWIEDZIEĆ TYLE CIEKAWYCH RZECZY Z TAK CIEKAWEGO KRAJU W KTÓRYM NIGDY NIE BYŁAM I NIE BĘDE DUŻO WSKAZÓWEK DLA PRZYSZŁYCH TURYSTÓW ZACHĘCAM DO PISANIA DALSZYCH BLOGÓW POZDRAWIAM

  2. Mamutek pisze:

    Dziękuje za miłe słowa. Dla mnie pisanie tego bloga było ogromną przyjemnością. Przez kilka miesięcy ponownie podróżowałam po Chinach. Cieszę się, że mogłam zabrać Cię ze sobą w tę podróż. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.