Zhengzhou, Shaolin

Po całonocnej podróży i pokonaniu 640 km, rano przyjechaliśmy do Zhengzhou stolicy prowincji Henan. Z pociągu wysiedliśmy na niezbyt zatłoczony peron. Dworzec kolejowy Zhengzhou, Chiny.Razem z innymi podróżnymi skierowaliśmy się do wyjścia. Każdy objuczony ciężkimi bagażami. W gorszej sytuacji – jak się można domyśleć – były panie. Nie dość, że słabsze, to jeszcze mające oprócz walizek i bagażu podręcznego, większe lub mniejsze torebki. Starsi ludzie ćwiczący z piłkami przed dworcem kolejowym w Zhengzhou w Chinach.Nie każdy – jak się okazało – miał przed wyjazdem świadomość, że samemu będzie nosić swoje bagaże. Dwie nasze towarzyszki podróży, mające akurat spore walizki zdecydowały się na wynajęcie bagażowego z wózkiem. Uzgodniona cena wynosiła 20 yuanów. Jakież było ich zdziwienie, kiedy przy rozliczeniu za usługę okazało się, że 20 yuanów kosztuje przewiezienie jednej sztuki, a nie całego bagażu. Muzeum w  rzeźbach głów dwóch pierwszych cesarzy Chin. Zhengzhou.Dodam, że na wózku położyły wszystko, co miały. Wynikło małe zamieszanie, do  rozwiązania którego musiał włączyć się pilot. Nie wiem, na czym ostatecznie stanęło oraz ile kosztował przewóz bagażu. Ale faktem jest, że nikt z nas więcej nie korzystał z takiej usługi.

Po wyjściu z dworca, pilot poddał pod głosowanie miejsca, w których moglibyśmy zjeść śniadanie. Chińskie jedzenie zdobyło niewiele głosów. Zdecydowanie wygrały hamburgery w McDonald’sie. Każdy kupował śniadanie we własnym zakresie. Teren przed rzeźbami dwóch pierwszych cesarzy Chin w Zhengzhou.Ustawiliśmy się w dwie kolejki i przy pomocy wskazania palcem hamburgera na obrazku lub przy wsparciu pilota czy wzajemnej pomocy – wszyscy zamówili śniadanie i kawę. Zdumiała mnie słaba znajomość języka angielskiego wśród obsługujących nas Chińczyków.

Po śniadaniu, jeszcze przez chwilę obserwowaliśmy przed gmachem dworca, grupę starszych osób ćwiczących z piłkami. Następnie ruszyliśmy – spory kawałek drogi – na parking do autobusu.Łódź motorowa wyrusza w rejs po Żółtej Rzece. Zhengzhou w Chinach. Na miejscu czekała już na nas przewodniczka – młoda sympatyczna kobieta. Chociaż prawdę mówiąc, jeśli chodzi o określenie wieku Chinek, to czasem jest to trudne do odgadnięcia.

Zajęliśmy miejsca w autokarze i ruszyliśmy w drogę. Z okien autobusu obserwowałam mijane miasta i wioski.

Zgodnie z programem wycieczki czekałoSpotkanie z Chińczykami zarabiającymi na wspólnych fotografiach z turystami. Zhengzhou. nas „spotkanie z piratami znad rzeki Huang He oraz przejażdżka motorowymi łodziami po słynnej Żółtej Rzece”.

Najpierw zatrzymaliśmy się w urokliwym miejscu, gdzie w oddali na wzgórzu zobaczyliśmy 106 metrowe rzeźby głów dwóch pierwszych cesarzy Chin – braci Yan i Huang Di Di. Ponoć wewnątrz rzeźb znajduje się muzeum. Budowa trwała 20 lat i została ukończona w 2007 r. Łodzie motorowe na brzegu rzeki Huang He w okolicach Zhengzhou w Chinach.Całość oglądaliśmy tylko z zewnątrz, nie wchodziliśmy do środka.

Po kilkunastu minutach wolnego czasu, poświęconego na filmowanie i robienie zdjęć skierowaliśmy się nad brzeg rzeki Huang He. Oczom naszym ukazały się łodzie motorowe, podobne do poduszkowców, stojące na mieliźnie. Zajęliśmy miejsca w jednej z nich i po chwili wystartowaliśmy. Początkowo,Widok z okna autobusu w drodze do Shaolin Si.  Chiny. zanim dotarliśmy do koryta rzeki, łodzie ślizgały się w mule z niewielką domieszką wody. Dopiero na rzece rozwinęliśmy właściwą prędkość. Żółta Rzeka znacznie różniła się od rzek, które widziałam dotychczas. Była bardzo mulista, co wpływało na jej można powiedzieć „błotnisty” kolor. Zamulenie rzeki spowodowane jest tym, że przepływa przez największy na świecie obszar lessowy. Zatrzymaliśmy się na drugim, podmokłym Rozległy teren handlowo-gastronomiczny w Klasztorze Shaolin w Chinach.brzegu rzeki. Czekali tam na nas „piraci”, którymi okazali się Chińczycy z konikami. Celem naszego postoju miało być zrobienie sobie z nimi zdjęć. Ta przyjemność oczywiście była odpłatna.

Przez chwilę obserwowaliśmy inne „poduszkowce” kursujące po rzece, zrobiliśmy parę fotek i ruszyliśmy w drogę powrotną.

Teraz czekała nas dłuższa jazda autokarem, celem był legendarny Klasztor Shaolin.Las Pagód na terenie Klasztoru Shaolin. Miejsce pochówku zasłużonych dla klasztoru lub pełniących jakąś funkcję mnichów. Chiny. 3 Nazwa klasztoru pochodzi od nazwy góry Shaoshi, u  podnóża której jest położony. Shaolin Si dosłownie oznacza „Świątynia w lasach Shaoshi”. Jechaliśmy około 2 godzin obserwując rozciągające się za oknami górzyste tereny. Im bardziej zbliżaliśmy się do klasztoru, tym częściej za oknem dało się zaobserwować pomniki i płaskorzeźby przedstawiające wojowników wschodnich sztuk walki.Wejście  po schodach do jednego z pawilonów świątynnych Klasztoru Shaolin w Chinach. Po drodze jeszcze  około godzinna przerwa na obiad dla chętnych i dojechaliśmy do celu. Na dużym parkingu stało już sporo autokarów, zatrzymaliśmy się, dalszą drogę przemierzyliśmy kilkuosobowymi pojazdami elektrycznymi.

Najpierw zwiedziliśmy Las Pagód, miejsce pochówku zasłużonych dla klasztoru lub pełniących jakąś funkcję mnichów. Turyści odpoczywający na terenie Klasztoru Shaolin w Chinach. Jest to największa tego rodzaju nekropolia w Chinach. Za ogrodzeniem, wśród drzew stały 244 pagody o nieparzystej (od 1 do 7) liczbie poziomów. Każda pagoda zwieńczona była kwiatem lotosu będącym symbolem buddyzmu.

Tu spotkała mnie duża nieprzyjemność, ponieważ na ziemię spadła mi kamera i niestety przestała działać. Co najgorsze do dzisiaj pomimo upływu wielu miesięcy, kamera leży w serwisie i z powodu braku części nie można jej naprawić.Na straży przed świątynią kamienny posąg Lwa Chińskiego, zwanego tez Psem Fo. Shaolin Si w Chinach.

Następnie pieszo – około 1 km – przeszliśmy na rozległy teren z zabudowaniami klasztoru. W klasztorze rezydują prawdziwi mnisi zajęci sprawami religijnymi, jednak turyści nie mają do nich dostępu. Nam udało się zobaczyć grupę przechodzących mnichów. Byłam zaskoczona tym, że wszyscy byli ciemnoskórzy. Zwiedziliśmy główne świątynie z rzeźbami Buddy, wielkimi Ciemnoskórzy mnisi z Klasztoru Shaolin w Chinach.postaciami groźnie wyglądających strażników oraz czterech niebiańskich królów odpowiadających za cztery strony świata. Na dziedzińcach przed świątyniami wierni palili kadzidełka. Większość otaczających nas ludzi stanowili turyści, w tym pochodzący z Indonezji i Japonii, ale głównie to chyba Chińczycy.Część treningowa Shaolin

Przyszedł czas na pokazy sztuk walki. W 1987 r. powstała pokazowa grupa zawodowych sportowców. Początkowo nosiła nazwę „Zespół Wushu z Shaolin”. Od 1987 r. grupa ta działa, jako „Mnisi Korpus Kung-fu z Shaolin”.

W odpowiednio przygotowanej sali dali  dla licznie zgromadzonych turystów  widowiskowy pokaz akrobacji i współczesnego wushu. Mnisi Korpus Kung-fu z Shaolin podczas pokazów. 4Niesamowite oraz pełne dynamiki pokazy mistrzowskich umiejętności w technice Żurawia, Węża, Smoka, Lamparta oraz Tygrysa pozostaną na długo w pamięci.

Legenda głosi, że kiedy do klasztoru przybył indyjski misjonarz Bodhidharma zauważył, iż miejscowi mnisi są senni i chorobliwi. Wprowadził obowiązkową codzienną gimnastykę opartą na indyjskim tańcu wojennym imitującym ruchy wojowników w czasie walki, a także na ćwiczeniach indyjskiej jogi. Z tejTreningi młodych adeptów wschodnich sztuk walki w części treningowej Klasztoru Shaolin w Chinach. gimnastyki – zgodnie z legendą – powstało całe bogactwo chińskich sztuk walki. Na terenie klasztoru można zobaczyć drzewa z widocznymi otworami, które powstały podczas treningów, po uderzeniach przez mnichów palcami w korę.

Wokół klasztoru skupionych jest wiele prywatnych szkół sztuk walki. PrzyjmowanePoczątek treningu pod okiem trenera, Shaolin Si, Chiny. są już 6-latki, które oprócz wielogodzinnych treningów, pobierają naukę czytania, pisania, literatury i matematyki.

Po występach pozostało nam trochę wolnego czasu, który mogliśmy poświęcić na zakupy pamiątek w licznych pawilonach handlowych oraz na drobne przekąski.

W drodze powrotnej do autobusu, mijaliśmy wiele grup młodych adeptów wschodnich sztuk walki. Jedni ćwiczyli, inni mieli akurat przerwę w treningu,Trening młodych adeptów wschodnich sztuk walki. Shaolin Si, Chiny. a jeszcze inni maszerowali gdzieś zwartą grupą.

Na terenie klasztoru po raz pierwszy, ale nie ostatni w Chinach spotkałam żebraków. Byli to starsi, biednie wyglądający ludzie nachalnieKolumna młodych sportowców, w jednakowych strojach. Klasztor Shaolin w Chinach. domagający się pieniędzy.

Na kolację i nocleg udaliśmy się do hotelu w odległym o około 145 km Luoyang. Wszyscy byliśmy głodni i zmęczeni. Po rozdaniu kluczy każdy chciał szybko udać się do pokoju. Okazało się, że mieliśmy trochę problemu z windami. Autorka bloga przy kamieniu z chińskimi napisami. Klasztor Shaolin w ChinachCo prawda mieściło się w nich kilka osób, jednak niecierpliwość oczekujących lub konstrukcja mechanizmu windy powodowały, że zamiast dojechać na swoje piętro, niektórym zdarzało się po 2-3 razy wracać na parter ku rozczarowaniu czekających na miejsce w windzie.Pokój w Hotelu Peony w Luoyang w Chinach.

Kolacja podana oczywiście przy dużych, okrągłych  stołach, ale ciekawe było to, że każdy stół mieścił się w oddzielnym pokoju. Potrawy trochę różniły się od tych serwowanych w Pekinie, ale nadal nie wiedziałam, co jem. Pokój hotelowy urządzony był bardzo podobnie jak ten w Pekinie. W Luoyang nocowaliśmy tylko jedną noc. Szkoda, bo był to jeden z lepszych hoteli.  Nazajutrz czekała nas duża atrakcja czyli zwiedzanie  Longmen Shiku.

1 Odpowidzi na Zhengzhou, Shaolin

  1. Kathryn pisze:

    May16aims Wow it looks like you’ve been to quite a few interesting plcaes again in the last 3 days.Do you actually understand the chinese words on that big stone?? Even if you don’t, i guess the tour guide will actually translate it for you anyway.Cool those holes on the tree (that a tree right??) punched by the shaolin ppl..keke .a bunch of monks showing off their super power talents.Continue to have fun, miss ya

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.